Traffic The Movie


- owszem pale marihuane :) ale nie jestem uzaleszniony :) o nie :) po prostu lubie to robic :)
- moje dziecko wali amfe??? cusz za beszczelnosc!!! ma same piatki, a nauka wyczerpuje i owszem moja dziecina wyglada niewywraznie, ale zeby zaras mialo cpac???
- owszem pale here :) ale sie nie zaciongam :)

korwa co za bieda i chujowe gadki, znam je doskonale gdyz sam jaralem dzointy z czestotliwoscia metra na victoria station. mam za soba calom kupe zieleniny - co ja gadam... to byly hałdy - do tego pagorkowatego krajobrazu doszly kwasy, rewelacyjna jazda :) pelnia odczuc, sliczne zjazdy, zapadki i euforia. kwaski szybko - jesli 2 lata zapodawania to szybko to w takim razie pisze sze szybko :) - pszestaly dzialac, w ramach odmiany i doglebnego poznawania zycia i wlasnego organizmu zaczolem zapodawac speedy, te jednak jakos mi nie wchodzily, po raptem 3-4 probach zaszucilem experymet. powiem szczesze, po prostu po nich usypialem. Opium??? nuda!!! wodka+kwas+speed+ziele??? niezle:) tylko potem glowa korwesko boli i trudno rano wstac do szkoly. wiec po co lasic do szkoly :) mam chatke, kaska zawsze sie znajdzie :) zyc nie umierac.

z czasem zaczolem obserwowac ciekawe reakcje otoczenia, ci sami ludzie ktorzy leszeli pokotem ujarani, zakwaszeni, naspidowani, slowem nacpani, w moim domku i na imprezach na ktorych sie pojawialem, w realnym swiecie reagowali na dragi jak pojebani schizofrenicy.
Jeden okazywal sie ortodoksyjnym katolikiem, drugi zabil by kazdego kto nie szanuje wartosci rodzinnych, jeszcze jeden, ktory systematycznie napierdalal swoja zonę utrzymywal ze palenie daje mu luuuuz... najlepsi byli ci ktorzy na widok skrencanego na ulicy dzointa reagowali jak straz miejska, probowali wyrwac, zniszczyc i zaczynali pierdolic hocopoly o zgubie jaka niosa narkotyki, co nie przeszkadzalo im cichcem popalac w zaciszu domowym i doprowadzac sie do stanu eufori godnej pitekantropa.

korwa stop!!! o co tutaj chodzi, zaczolem sie zastanawiac... jesli ktos jezdzi samochodem to nie wstydzi sie swojej pasji, jesli laska potrafi upiec jakies cuda na kiju ktore zachwycaja jej podniebienie to od razu zaprasza gosci zeby sie popisac swoimi zdolnosciami, jesli z kolei ja lubie esskperymentowac z narkotykami i wnosza one do mojego zycia doznania pozwalajace mi poznac samego siebie to czemu mam do chuja nendzy sie z tym kryc???

"a bo ten teges dzieciaki w szkolach zaczynaja cpac i to zaczyna sie robic problemem". jak to zaczynaja cpac??? przeciez to jest do zalatwienia. wystarczy zalegalizowac dragi i zaden kioskasz nie sprzeda legalnej uzywy nikomu ponizej okreslonej granicy wiekowej. owszem zawsze znajda sie mlodociane agregaty kotore dojda to zakazanego towaru i beda lasili z wylupiastymi oczyma majac wraszenie zlapania boga za cyce, ale to krotka jazda, szybko taki palancik sie skonczy i... chuj mu na grób. czemu w imie paru posiadajacych ewidentnie chujową karme osobnikow, reszta ludu ma miec zablokowany dostep do naturalnych stymulatorow??? przeciez to paranoja.

alkohol, papierosy, sa takimi samymi narkotykami jak pietnowana wszem i wobec marihuana. nie rozumie czemu jedne z nich maja byc cacy a inne nie. jesli juz tak zwane panstwo powoluje sie na dobro swych poddanych to niech zamknie sklepy monopolowe i kioski z fajkami. nierealne??? i macie racje, ale tak samo nierealne jest skazywanie narkotykow na banicje. jesli na jakikolwiek produkt na tym bozym swiecie jest zapotrzebowanie to zawsze znajdzie sie ktos kto na nie odpowie. tego sie nie powstrzyma, z tym ze jesli dana zajawka jest nielegalna a potrafi zaszkodzic to staje sie podwojnie niebespieczna.

biedny cpunek, ktory znajdzie sie w stanie zapasci nie pojdzie z tym do lekarza tylko bedzie sie bunkrowal tak dlogo az zamiast gandzi zacznie wsadzac sobie w dupe strzykawe i zapodawac produkty mocniejsze i lepiej dzialajace na jego resztki muzgu. po jakims czasie taki pacjent sie przekrenci i dopiero wtedy jego otoczenie zauwaszy ze "mial problem... mial klopoty..."
od razy znajdzie sie jakas pani redaktor ktora napisze mroszacy krew w zylach artykol o krwawym zniwie jakie zbiera narkomania. zgarnie taka szmata kase za wierszowke i juz za tydzien nawet nie bedzie pamietala jak sie bohater jej tekstu nazywal i pospieszy do materialu o tragedii kur pszechodzacych przez wiejskie drogi i trafiajacych pod kola samochodow.

kiedys mialem okazje obserwowac taki program, zgromadzili sie "specjalisci", byl wsrod nich ksiadz, psycholog, jakis kretyn od kotanskiego, byl i sam czesiek niemen. wszyscy oni zebrali sie do kupy i zaczeli pierdolic koszmarne hocopoly. zaden z nich nie przyznal sie do "stosowania" ale wszyscy mieli od chuja rewelacyjnych spostrzezen i rozwiazan problemu. odnioslem wrazenia ze rownie dobrze mogli by dyskutowac o "wplywie zorzy polarnej na porost paznokcia u samicy Yeti", a byli by rownie rozgoraczkowani i pewni swego zdania.

swego czasu trafilem przypadkiem na plan takiego programu. mielismy z kumplem - tym od napierdalania zony - praktyki w telewizji. nuda, nic sie nie dzieje, jakies koszmary laza po korytarzach i sciskaja fiuty kolesiom w garniakach. wlezlismy wiec do nieuzywanego studia, siedlismy sobie wygodnie pod sciana i zaczelismy jarac blanty. czas mijal, nikt sie nami nie interesowal. nagle w studiu zaczeli pojawiac sie operatorzy, jakies panny od stawiania mikrofonu na sztorc, zablysly swiatla, rozlegla sie muzyczka i do srodka zaczeli naplywac goscie :)

niezla faza, ni tu sie ruszyc, bo nie wiadomo czy nie wejdziemy w kadr, ani pogadac, wiadomo cisza na planie, zaczelismy wiec przygladac sie programowi i tu niespodzianka: trafilismy na pogadanke mondrych glow o narkotykach :)) myslalem ze padne ze smiechu :))) z trudem sie pochamowalem, ale gdy pan kotanski zaperzony i kszyczacy jakies dziwne slowa, rozejrzal sie po studiu, omiotwszy miedzy innymi swym wzrokiem nasza parke, stwierdzil "ja narkomana rozpoznaje z daleka, wystarcza mi jedno spojrzenie i od razu wiem kto ma klopoty z narkotykami, drodzy panstwo to naprawde proste!!!" doszedlem do wniosku ze komedia staje sie farsom i nie zwazajac na kamery podnioslem swe boskie dupsko z podlogi i wyszedlem.

tak bylo kiedys, dzis kiedy sam jestem dziadkiem mowie wam drogie wnuki, narkotyki to chujnia, pszekonalem sie o tym z czasem, kiedy pewnego dnia postanowilem pszestac glupia marihuana ktora "palilem bo lubilem" i zaczely sie schody. stracilem szkole, moje kokanki, i caly moj loooz, zlapalem schize, wychodzilem z domu tylko w nocy zeby zaopatrzyc sie w zarcie i fajki i ogladajac cartoon network non stop pszes ponad pool roku spotkalem w zaciszu domowym boga. i wszystkim ktorzy teras sie zaczeli smiac powiem zeby zmienili kanal bo nie dla nich nadaje.

nie uwaszam czasu na fazie za czas stracony, poznalem lepiej siebie i ludzi, stracilem zludzenia i moze stalem sie bardziej cyniczny, ale zyje i to jest zajebiste, wiekszosc moich ówczesnych znajomych siedzi w psychiatrykach, goni za zludzeniami i wierzy ze dzieki slodkim zapachom sa zajebiscie kuul.

a ja mysle ze zwykle, normalne zycie jest bardziej intrygujace i krecące od sztucznej podniety i chwilowych ekstaz napendzanych chemiom. to tyle jesli chodzi o film Traffic, ktory swoja droga jest nudny jak flaki z olejem i nie pokazuje niczego nowego, serwojac na koniec slodki hepi end, ktory ma sie tak do dragow jak dropsy do potencji kangorow :)

w narko krenciolku ni ma hepi endow, zawsze sie na nim traci, w najlepszym pszypadku siebie, a w najgorszym swiatelko :) to tyle gadania zgreda idem spac.

minimal 2001-05-21 10:34:36
skomentuj (11)
 



design & foto bart 2002